piątek, 25 maja 2012

Opowieść "Dzień z życia Baby Wodnej"

Oto opowieść sprzed tygodnia, która powstała podczas Piątkowych Polepiuchów:) Przypominam, że zabawa polega na tym, że podczas warsztatów ceramicznych, na "wędrującej kartce" każdy uczestnik pisze trzy zdania i zakrywa dwa pierwsze tak, żeby kolejna pisząca osoba widziała tylko trzecie, ostatnie zdanie. I tak powstaje opowieść.



"Dzień z życia Baby Wodnej" 
Gdy słońce pokazało się nad horyzontem, w szuwarach coś się poruszyło. Zza trzciny wyjrzała zielona czupryna przyozdobiona koniczyną. Łypnęło wielkie oko - to obudziła się Baba Wodna. 
Palec o pożółkłym, zrogowaciałym paznokciu w wielkim skupieni zagłębił się w przepastnym nozdrzu i chwilę gmerając niemrawo podkreślał budzący się proces myślowy. - Ale żem niedo.. - Baba Wodna nie dokończyła zdania i łypnęła okiem wokoło sprawdzając, czy aby gdzie jakie pacholę w krzakach nie podsłuchuje. Może i Baba była leciwą rusałką, ale zdecydowanie rusałką pilnującą tego, by dziatek na złą drogę nie sprowadzać myślą, ni mową kosmatą.
Trudne to było zadanie, gdyż, jak na rusałkę przystało, zwodzenie myślą kosmatą było jej naturą. Postanowiła jednak tego dnia odpuścić sobie przygruchanie jakiegoś młodzieniaszka, tym bardziej, że nie wiedząc czemu, ostatnio jakoś jej to nie wychodziło. Stwierdziła, że tego pięknego dnia pójdzie na grzyby lub na ryby. 
Grzybów w lesie nie było, chyba, że trujące, ale ryby w pobliskim bajorze łypały oczami tuż pod powierzchnią wody w nadziei na domową przekąskę z robaków.
Drzewa szumiały łagodnie, ptaki ćwierkały, a ona wyciągała jedną rybę po drugiej.
Aż tu nagle głośno trzasnęła gałąź w pobliskiej kępie drzew. Stara wybałuszyła swe kaprawe lewe oko i spojrzała w stronę dobiegającego hałasu. Nastroszyła uszyska, i dobiegł ją męski śpiew znad pobliskiego potoku. Zaśliniła się obficie na myśl o świeżym męskim mięsie, które znalazło się w zasięgu jej pazurów. Wbiła je głęboko w ciało mężczyzny. Nagle poczuła, że... złamał się jej pazur od lewej ręki. Krzyknęła z wielkim żalem, wypuściła z łap zdobycz i pobiegła z płaczem do swojego legowiska w trzcinach. 
Pięty z cmoknięciami zostawiały ślady w mokrej przybrzeżnej glinie, lelki kozodoje zawodziły lękliwie widząc rozpacz Baby, a trzciny chyliły pióropusze ze współczuciem, widząc biegnącą Rusałkę. 
- Nigdy więcej! Przenigdy! - Łkała Baba, odrywając od łydek napęczniałe pijawki. - Nigdy więcej nie będę.... - zachwiała się nagle tracąc równowagę.




Ufff, to by było na tyle dziś;) Jak Wam sie podoba nasza luźna tfffffurczość?:)
Następnym razem fotki z dzisiejszych Polepiuchów;)
Miłej nocy!!!

4 komentarze:

  1. No cudnie! Teraz co Polepiuchy to kolejna opowieść z życia Baby Wodnej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie:):):) za każdym razem jest inna opowieść;) Najpierw była o Mokoszy, potem o Babie Wodnej, a wczoraj o Jędzy:)

      Usuń
    2. Ok niech będzie ;) ale czytając Opowieść baba Wodna zamajaczyła mi przed oczami ;) to znak że opowieść udana :)

      Usuń
    3. Dziś wrzucę o Jędzy:)

      Usuń