niedziela, 18 września 2016

Jesień idzie....

...a ja przez całe lato zaniedbywałam bloga!
Pewnie wiele z Was odpuściło sobie pisanie z braku czasu.
U nas wyjazdy, wiele obowiązków związanych z praca, organizowanie imprez, turnieje łucznicze....
Postanowiłam więc zrobić króciutki fotoreportaż, żeby nie zanudzać Was długim tekstem ;)

1. Powstało kilka nowych prac, które już wyfrunęły w świat.
Radogost

Kubeczki dla zakochanych

Kolejny anioł Zielawy

Kubek leśny

I jego tył, oczywiście z moimi guziczkami :)
2. Mnóstwo wizyt, mnóstwo osób, które przez nasz dom przeszły, trochę warsztatów, między innymi motankowe, jedne z moich ulubionych, bo z kochaną Wiedźmą  ;)



3. Byliśmy na turnieju łuczniczym w Milanowie pod Parczewem, w którym ja zdobyłam 5. miejsce (i byłam najlepsza kobietą łuczniczką), a Artur 6.
Podczas strzelania (fot. Ania Garbala)

I z Jackami, którzy zdobyli 1. i 3. miejsce :) (fot. Ania Garbala)
4. Z Mamą i Teściową zrobiłam trochę weków ;) jabłka, papryka, ogórki, bez....

Sok z czarnego bzu na zimowe przeziębienia
Ogóreczki kiszone :)
5. Podczas festiwalu w Czemiernikach (rok temu my go organizowaliśmy) zrobiliśmy mały turniej łuczniczy. Musze się pochwalić, że nasza Jagoda pierwszy raz wzięła udział w turnieju i zajęła trzecie miejsce!
Nasza mała Mistrzyni :)

"Prawie córki" - Ania i Ola z Jagódką :) - prawdziwą córką ;)
Nasi goście - niektórzy z łuczników, którzy wzięli udział w turnieju.
6. Powiesiliśmy hamaki!!! :D

7. Jagódka zaczęła szkołę....

8. Bardzo ważną dla nas sprawą była impreza inaugurująca odnowienie szlaku turystycznego w naszej wsi :)
Było strzelanie z łuku, ognicho, spacer, nadanie imienia dębowi, który rośnie w pobliżu i prezenty!!! bo Artur miał za kilka dni urodziny :)
Dąb dostał imię Bordziło :)

A takie oto dwa prezenty zasiliły nasze gospodarstwo :) Legolas i Tauriel :)

Również pieczarki były bardzo udanym prezentem :) Mamy teraz nieustającą hodowlę :)
9. Wczoraj pojechaliśmy na VIII Tatarski Turniej Łuczniczy do Studzianki. I wróciliśmy z trzema pucharami :D Ja z pierwszym miejscem, Artur z drugim, Jagoda z trzecim (w swojej kategorii)! :D

10. A cóż poza tym?
Była zjawiskowa pełnia, zakwitł nam jeden (tylko!! jeden!!!) słonecznik, kaczuchy doczekały się stawiku, a niebo było takie piękne!!!




11. Poza tym w ten weekend byli goście!!! Dopiero co wyjechali :) Moja kochana przyjaciółka, którą jak siostrę rodzoną traktuję, ze swoja rodziną :)
Na pewno znacie Mariannę, która prowadzi bloga Dzieje Kuchennej Wiewióry, bo czasami o niej tu wspominam :)
Były spacery, rozmowy, no i przede wszystkim, jak zawsze - wspólne gotowanie!!!
Dostałam od Marianny zakwas, który od razu ochrzciłam - poznajcie Mściwoja ;)

I na drugi dzień, gdy ten nowy, wymagający członek rodziny się odpowiednio najadł, powstał pierwszy prawdziwy bochen chleba!!!

No i my :D
Przebrnęliście przez wszystko? To super! :D
Obiecuję, że ja do Was na pewno też wpadnę ;)
A my zabieramy się teraz za kolejną imprezę - już w październiku! Będzie się działo, jak to u nas ;)




wtorek, 21 czerwca 2016

6 lat temu, w noc Kupały

Dokładnie 6 lat temu odbyła się ważna dla nas uroczystość.
nasz jagódka miała urodzić się 22 czerwca,a  los sprawił, że przyszła na świat 22 kwietnia. Wiele z Was pewnie kojarzy te datę - jest to Dzień Matki Ziemi - czyli... Mokoszy.... Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że to TEN dzień już po kilku latach od narodzin Jagody, jak już istniał Dom Mokoszy... Czyż to nie jest niesamowite? Wszystko tak się pięknie ułożyło, prawda? Nie ma zbiegów okoliczności, wszystko dzieje się według jakiegoś planu. Nie twierdze, że z góry jest to przesądzone, ale to, jakich wyborów dokonujemy sprawia, że los nas potem prowadzi najlepiej jak umie.
Ale do sedna - no i dokładnie 6 lat temu odbyła się Uroczystość Nadania Imienia Jagódce. Właśnie tego dnia, czyli w dzień poprzedzający Noc Kupały, dzień przed planowanymi urodzinami Jagódki.
Było bardzo uroczyście, ciepło, miło i jagodowo :)











I odpoczynek po imprezie ;)

niedziela, 12 czerwca 2016

Rosną, rosną!!!!!

Może wyda się Wam to zabawne, ale dla mnie to jest totalna nowość, no i frajda :D
Kiedyś, ze 30 lat temu już będzie, mieliśmy z rodzicami w Ustce działeczkę, taki ogródek działkowy, na który jechało się rowerami albo szło na piechotę kilka km, żeby pobyć trochę na łonie natury i uprawiać własne warzywa. Teraz jest tam oczyszczalnia ścieków. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak (chyba miasto) płaciło za te działki, ale oczywiście marne grosze i już niestety nie było jeżdżenia w weekendy...
Pamiętam też to, jak wyciągałam młodziutką marchewkę z ziemi i płukałam ją w beczce z wodą i ze smakiem wciągałam :D
Pamiętam jeszcze jak po prawej stronie domku-altanki rosła kalarepa, którą do tej pory uwielbiam :)

A teraz w końcu mam swój ogród :) No, może ogródek, bo na razie malutki, na razie na próbę, żeby sprawdzić, czy na tym ugorze coś będzie w ogóle rosło. Siedlisko niezamieszkałe od wielu lat - wszystko zaczynamy od zera tak naprawdę ;)
Ale spójrzcie - coś rośnie :)
Groszek - uwielbiam!!!! Już zeżarte kilka takich jeszcze nie urośniętych ;)

A tu nasz płotek :)

Agrest - na razie jeden krzaczek z kilkoma kuleczkami, ale jest!

Truskawki - też mało, ale już wiemy, że za rok będzie dużo więcej :)

A tu cząber - ładnie rośnie, ale nie wszystkie wysiane nasionka poszły w górę.

Czosnek.

A tu coś bardzo wyjątkowego dla mnie - malwy z Jarosławca, z pensjonaciku mojej Mamy :)

Sałata - balismy sie, ze się nie przyjmie ta rozsada od cioci, bo jednak było jeszcze dosyć zimno, ale jak poszła w górę, to tak bujna urosła, ze szok!

No i bób..... Normanie król naszego ogródka :D Oboje uwielbiamy!

Ogóreczki :)

Zagonek bobowy ;)

Mmmmmm, kochane nasturcje :)

A w tle ozdobne trawy - przynajmniej tak było na opakowaniu naisane;)


I tacy goście zamieszkali na okienku obory :)

No i łąka... moje ukochane miejsce....

Na dzikiej marchwi od dłuższego czasu takie robaczki sobie kopuluja ;)



Królowa łąk - LEBIODA (pychota ;))


Miłej niedzieli - my śmigamy do pracy!
Ewa