czwartek, 26 lipca 2012

JA kontra KUCHNIA

Ponieważ ostatnio dość mało nowych ceramicznych rzeczy powstaje, bo pochłania mnie Jagódka i Twierdza Ustka, pokażę Wam moją odwieczną walkę - jest to bitwa JA kontra KUCHNIA. Czasem bitwa jest wygrana przeze mnie, czasem przez nią... Ale walczę dalej. Może kiedyś zdobędę przewagę. Zawsze gotowanie kojarzyło mi się z czymś przymusowym i nieprzyjemnym. Dopiero niedawno, między innymi dzięki mojej przyjaciółce Mariannie, która gotuje wyśmienicie, odkrywam uroki domowego, własnoręcznie robionego jedzenia. Oczywiście gotowałam wcześniej, ale teraz, od jakiegoś czasu, sprawia mi to także przyjemność:) Szczególnie, gdy słyszę słowa: "Kochanie, jak zawsze pyszne":) A poza tym, ceramika ma baaaardzo dużo wspólnego z gotowaniem:) Kto kiedyś lepił, ten wie:) Pierogi, kopytka, kotlety;)

A tak wyglądało nasze gotowanie, gdy Marianna z rodzinką nas odwiedziła:)
 
Oto Marianna w naszej kuchni - szefowa zarządziła, że gotujemy ratatuja:)
Mmmmm, cebulka, czosnek...
Cukinia...jedno z moich ulubionych warzyw:)
Bakłażan - zawsze myślałam, że to jakiś kosmos
Jagódka i Gabrysia gotowe na spacer:) Gotowanie je nudzi:)

Bardzo się polubiły:D Chyba;) A za nimi Olafek, braciszek, Gabi
No i gotowy ratatuj.....
Marianna niestety nie może prawie nic jeść:P Jak widać, jest bardzo
głodna, bo już do dzieciaka się dobiera;)
Mi tam baaaaardzo smakowało:D:D:D (Fot. Marianna)
Oczywiście warsztaty ceramiczne również zaliczone:)


10 komentarzy:

  1. hehehe :) no taka głodna nie byłam bo ktoś mi tam w łóżeczku o poranku nadal guga :)
    a co do gotowania... fajnie się razem gotowało choć żar się lał z nieba a dziewczyny i chłopak harcowali :) a najważniejsze, że ratatuj wszedł do Twej kuchni na dobre i się rozgościł :)
    do zobaczenia niebawem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak) wszedł na dobre:) nawet mój mięsożerny Artek lubi!
      Było super, fajnie, że znowu jesteście!!!!:D:D:D

      Usuń
  2. Nie cierpię gotować i nikt mi nie powie, że jest to fajne zajęcie. Niestety ze względu na rodzinę muszę to robić codziennie.
    Ratatuj pewnie był smaczny, tak się nim zajadasz ;-). Podałabyś przepis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam identyczne podejście do momentu, gdy nie gotowanie zupy nie skojarzyło mi się z przygotowywaniem magicznego wywaru. Jak się ma czas, i robi się to tak naprawdę dla siebie, to jest super:)
      A przepis taki mam:
      cebula i czosnek na patelni zeszklone, potem lekko podsmażamy cukinię, bakłażana, paprykę, wrzucamy wszystko do gara, dorzucamy pomidory bez skórki i 10 minut podduszamy. Przyprawy: pieprz, sól, szczypta papryki ostrej i bazylia:) Smacznego:)

      Usuń
  3. Och ja też z gotowaniem jestem na bakier. Cóż,kiedy trzeba nakarmić dwóch facetów to trzeba to robić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. A oni czasem Tobie gotują?

      Usuń
  4. Ratatuj pychotkowe jest:) Pierwszy raz jadłam jak mi mój luby przyrządził i od tego czasu regularnie wcinam:))

    Pozdrowienia:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudne u Was i widzę że gotowanie jak u nas zielone. Nie jadamy przyjaciół :)
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:) No nie koniecznie...niestety, my jesteśmy wegetarianami - wierzącymi, ale nie praktykującymi...Ale ja (Ewa) jestem coraz bliżej przejścia...

      Usuń

Chyba nie ma się co łudzić...

....że będę prowadzić regularnie tego bloga... łatwiej jednak nam jest to robić na fb, bo szybciej wstawia się posty i szybciej jest reakcja...