środa, 4 lutego 2015

Altruizm...

Do napisania tego posta zabieram sie już od roku. Bo właśnie rok temu zaczęła się moja współpraca z Radzyńskim Stowarzyszeniem na Rzecz Zwierząt "Podaj Łapę".
Jeszcze w Ustce, przed naszą przeprowadzką na Podlasie, znalazłam to stowarzyszenie w internecie. Obserwowałam, czytałam, oglądałam pieski. Normalnie opętało mnie. Wiedziałam, że po przyjeździe na Podlasie muszę mieć psa....
Jeszcze przed moim przyjazdem do Branicy na posesję, na której obecnie nadal jeszcze mieszkamy, przyplątał się czarny, kudłaty psiak...
Postanowiliśmy, że jeżeli psiak będzie chciał tu na podwórku mieszkać, niech zostaje. Robocze imię bardzo do niego przylgnęło - odkąd z nami jest wołamy do niego - Kolego ;)
Ale ja ciągle czułam niedosyt... Bardzo chciałam mieć psa - w domu. W końcu namówiłam Artura na to, że weźmiemy maleńkiego pieska, takiego malutkiego, że nawet nie będzie go widać, hehhe :) Mieszkamy w wynajętym domu, więc najpierw musieliśmy poprosić o zgodę właścicieli. Na szczęście się zgodzili;)
Napisałam do stowarzyszenia, umówiłam sie już na oglądanie slicznej Perełki. Już mieliśmy jechać, nie mogłam się doczekać, gdy ...... Któregoś dnia spojrzałam przez okno, bo Jagódka krzyczała z dworu: "Mamo, mamo, Koledze coś się stało w łapkę!!!!" I widok, który zobaczyłam bardzo mnie zasmucił... Kolega stał w zawierusze, w śniegu, z bardzo smutnym wzrokiem i z łapą wiszącą bezwładnie u boku.. Kilka dni go nie było, on tak własnie odchodził i wracał. Czasami myśleliśmy, że wybrał inny dom. Ale jednak, gdy coś mu się złego przytafiło, powrócił... Nie mogłam go tak zostawić... Zaprosiłysmy go z Jagódką do domu, dałysmy kocyk, ciepłe jedzenie, zaprosiłymy znajomą, która jest weterynarzem. Opatrzyła go, założyła opatrunek. Bez prześwietlenia nie można była nic stwierdzić. Dostał zastrzyk i poszedł spać, ale już nie na dworze, tylko w domu...

Mieliśmy nadzieję, że za jakiś czas pies stanie na tę nogę. Po kilku dniach opatrunek mu spadł, a on jak wariat biegał, bawił się z innymi psami na podwórku machając tą chora łapą w powietrzu - życie wróciło jakby do poprzedniego rytmu...

A ja ciągle myślałam o stowarzyszeniu. Miałam wyrzuty sumienia, że obiecałam, że wezmę psa, a za chwilę się wycofałam. Nie z mojej winy, bo jednak chory pies to obowiązek, był dylemat, czy drugi pies będzie ok w wynajętym domu... Nie bardzo mogliśmy pozwolić sobie na drugiego. Finansowo, no i ten wynajmowany dom...

Po miesiącu nie wytrzymałam i znowu napisałam maila do Marty, obecnej prezes stowarzyszenia.
Zaproponowałam, że przyjedziemy do miejsca, gdzie jest najwięcej psów w domu tymczasowym, i porobimy im dobre zdjęcia, pomożemy umieścić na facebooku (obserwowałam ich profil i byłam bardzo zawiedziona, że tak mało tam się dzieje).
I Marta zadzwoniła. Miałam wrażenie, że jest zdziwiona moją propozycją, słysząłm w jej głosie nawet wzruszenie. Bardzo mnie to zdziwiło, bo oferowana przeze mnie propozycja, to nie było nic wielkiego, nic więcej nie mogłam przecież zrobić :D Teraz już wiem, dlaczego Marty reakcja taka była - niestety okazuje się, że jest bardzo mało osób, które bezinteresownie pomagają zwierzetom... A  tak mało przecież potrzeba, żeby pomóc...
No i pojechaliśmy... Było super :) Trzeci raz w życiu byłam w takim miejscu, gdzie mieszkają bezdomne zwierzeta. Wcześniej dwa razy byłam w schronisku w Słupsku. Wrażenie więc było ogromne... Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć. Więszkość z tych piesków, które wtedy tam widzieliśmy już jest adoptowana :) A ja do tej pory pamiętam ich imiona... Oto kilka z nich:
Tonia :)

Pani Basia z Frotką :)

Wroneczka :)

Marta ratuje Jagódkę przed upadkiem po skoku Trikolorki :)

Karmelek... Niestety jego historia jest smutna... Wróćił z adopcji, ponieważ był bardzo źle traktowany....

Siostry w uścisku: Tonia i Wronka :)

Truskawa - śliczna podwozióweczka :D
Kajtuś... On wciąż bezdomny...

Jagoda była przeszczęśliwa :)

Była tam też mała, śliczna psinka... Ale tak wystraszona, że nie dawano jej większych szans na adopcję... Jednak ja nie mogłam przestać o niej myśleć...
Tosiunia...

Przyjeżdżałam do niej klka razy, aż w końcu ona przyjechała do mnie :)
Po pierwszej kąpieli :)

Nie mogło być lepszej decyzji! Tosia jest naszym ukochanym członkiem rodziny, naszą kochaną psinką. Sporo czasu zajęło, zanim sie oswoiła, zanim nas pokochała. Bardzo Kolega w tym pomógł, bo on to jest taki przytulak, że szok :) Dzięki niemu Tosia widziała, że nie każdy człowiek, to złe stworzenie :)

No i od tamtego czasu działam czynnie w Podaj Łapę, od kilku miesięcy jestem w zarządzie, pełnię funkcję sekretarki :D, no dobra, sekretarza, no i prowadzę profil na FB ---> KLIK

Co do Kolegi - jeszcze tak pokrótce.
Znalazł u nas dom tyczasowy, ale na pewno, no nie da rady, żeby było inaczej, zostanie z nami.
Na razie ma chłopak sporo stresów, bo na prześwietleniu okazało się, że został postrzelony z broni palnej... I jeszcze do tego miał złamane śródręcze.. No szok po prostu...
Widzicie pocisk i śrut?

Pierwsza diagnoza brzmiała - amputacja, ale inny lekarz podjął się wyjęcia mu kuli z łapy. Opeacja się powiodła, teraz Koleś przechodzi rekonwalescencję, potem będzie rehabiltacja... Zobaczymy. Mamy nadzieję, że będzie chodził.

No to teraz może do sedna sprawy :D
Zadaję sobie czesto takie pytania: z czym się wiąże chęć pomagania innym? Czy jest to chęć udowodnienia sobie, że jest się dobrym człowiekiem? A może chcemy to pokazać innym? Lubimy pomagać, bo pomaga to naszemu wizerunkowi? A może pomagamy, bo lubimy pomagać? A może pomagamy, bo tacy po prostu jeśmy i nie potrafimy inaczej?
Chyba każdy ma inne odpowiedzi, każdy inaczej to czuje, i każdy też ma inne potrzeby.

Wiecie, czemu ja pomagam? Bo lubię wiedzieć, że komuś dzięki mnie jest chociaż trochę lepiej. I mi też jest z tym dobrze:) To taki trochę altruizm egoistyczny ;) Ale co tam :D No i te kochające, zawsze wdzięczne pyszczki :)

A wiecie, co jest w tym wszystkim najważniejsze? Poznałam fantastycznych ludzi, dzięki którym czuję, że mój przyjazd na Podlasie to była podwójnie dobra decyzja :)

8 komentarzy:

  1. strasznie kochani z was ludzie i w pełni zasłużyliście na to by mieć tak cudowne zwierzaki!
    Trzymam kciuki za kolegę i przesyłam buziaka w nos Tosiuni!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) :* To samo tak się robi :D

      Usuń
  2. Oj chyba też napiszę post o zwierzakach!
    Czuje się zainspirowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No koniecznie :D Ciesze się, że stałam sie inspiracją :)

      Usuń
  3. Wpadłam, bo przeczytałam komentarz u siebie i na bank zostanę, bo kocham takich ludzi. Jesteście cudowni, a psiaki miały naprawdę szczęście. No i trzeba umieć tak od serca pisać o zwierzętach. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bardzo się cieszę :-D
      Moja motywacja, żeby prowadzić intensywniej bloga wzrosła o conajmniej 10 punktów ;-)

      Usuń
  4. Pozdrowienia dla Tosi, Kolegi i całej Waszej paczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Kuba :-D I nawzajem - dla Twojej rodzinki :-D

      Usuń